Wyzwolona

Wrzaski, przekleństwa, jakieś ohydne, zniekształcone twarze, okrutny śmiech – znowu wciągał ją ten straszny świat... Jej znękana dusza wołała o wytchnienie, ale ono nie przychodziło. Jak długo można żyć w takiej niewoli?

Kiedyś matka zabrała ją – małą dziewczynkę – do wróżki, chociaż było to zabronione w Izraelu. Bóg Jahwe, chciał bronić swój lud przez złymi mocami. Jednak matkę fascynowały tajemne rytuały, chciała znać przyszłość. Maria pamięta, jak szeroko otwartymi oczami przyglądała się dziwnym obrzędom. Gdy dorosła, też ją to fascynowało. Ta tajemnicza moc, którą miała tamta kobieta. Pamięta, jak kiedyś wyszeptała: Też chcę mieć tę moc...

Tak się zaczęło

Te dziwne stany, kiedy miała wrażenie, że coś ją wypełnia od środka, poczucie mocy, ale też gniewu... W jej głowie kłębiły się myśli, słyszała natrętne głosy, które nigdy nie milkły. Widziała obrazy dziwacznych postaci, które ją prześladowały. Jej serce wypełniały różne uczucia w stopniu, jakiego nigdy wcześniej nie zaznała. Gniew, nienawiść, obrzydzenie – do ludzi i do siebie. Kiedy jej duszę nękały wściekłe potwory, nie znajdowała ukojenia. Żyła w świecie niedostępnym dla innych. Pamięta, że czuła się oddzielona, jakby spoglądała przez kraty na ludzi, którzy żyli, śmiali się, bawili. Nawet kiedy płakali, było jej to obce. Patrzyli na nią jak na zwierzę w klatce. Rzadko wychodziła z domu, ale zdarzało się, że demony wypędzały ją na ulicę, rzucały na ziemię, w cierniste krzaki, aż była cała potłuczona i pokrwawiona. Nikt nie był wtedy w stanie jej zatrzymać, nadludzkie były moce, które nią targały. W końcu jednak rzucały ją jak krwawą szmatę na ziemię i dopiero wtedy jacyś litościwi ludzie podnosili ją i prowadzili do domu, do matki, która w rozpaczy obmywała jej rany, okrywała ją i recytowała nad nią jakieś zaklęcia czy modlitwy. Myślała: Może lepiej by było, gdyby demony w końcu zabiły moją córkę-wariatkę, postrach ludzi. Bo nie ma już dla niej ratunku.

Matka nie wiedziała, że kilka jej sąsiadek zanosiło ciche modlitwy do Boga. Jeśli ktoś mógł uratować Marię, to tylko On. W końcu tylko On był El Szaddaj – Wszechmocny. W najśmielszych snach nie przypuszczały, że wkrótce staną się świadkami Jego mocy...

Nadzieja

Życie pod rzymską okupacją nie było łatwe. Wśród ludzi budziła się nadzieja, że wreszcie przyjdzie oczekiwany Mesjasz i wszystko się zmieni. Od jakiegoś czasu coraz więcej słyszało się o nowym nauczycielu, Jezusie, synu Józefa z Nazaretu. Podobno głosił nową naukę, a właściwie nie nową, tylko starą, ale w nowy sposób. Ludzie mówili, że kiedy On uczy, to tak jakby miał autorytet samego Boga. A potem zaczęły się rozchodzić wieści o cudach – uzdrawiał kaleki, a niektórzy nawet mówili, że wskrzesił z martwych syna ubogiej wdowy z Nain, choć brzmiało to naprawdę nieprawdopodobnie. Inni jeszcze byli świadkami, jak wypędził złego ducha z opętanego... Złego ducha... Może to ratunek dla Marii?

Nauczyciel głosił swoje nauki w okolicach jeziora, wędrowały za nim tłumy, aby go słuchać i błagać o uleczenie z różnych chorób. Sąsiadki postanowiły działać. Rozpytywały wszędzie, kiedy Jezus przyjdzie w okolice Magdali, gdzie mieszkały, obok Marii i jej matki. Marię trzeba koniecznie do niego zaprowadzić!

To był ten dzień

Jezus nadchodził! Maria miała wtedy jeden z lepszych dni, siedziała w całkowitym milczeniu, wpatrując się tępo w ścianę przed sobą. Bez oporu dała się wyprowadzić z domu. Kobiety prowadziły ją, a z dala widziały zbliżającą się grupę mężczyzn – to Nauczyciel ze swoimi uczniami. Nagle puste oczy Marii też go zobaczyły. W bezwolną do tej pory Marię wstąpiła nadludzka siła. Wyrwała się swym opiekunkom, z jej ust wydobyło się dzikie wycie, potem syki. Chwyciła kamień i jego ostrym krańcem przeorała sobie skórę dłoni, wybuchając dzikim śmiechem. Ludzie odsuwali się w popłochu. Po co przyprowadzono tę wariatkę? Przepędźcie ją! Pogońcie do jeziora, niech utonie w jego falach!

Nagle nad dzikie wycie przebił się Głos, głos pełen mocy i autorytetu: Wyjdźcie z niej! Skręcane nadludzką siłą ciało Marii wiło się w pyle ziemi jak wąż, by nagle opaść miękko jak pióro gołębicy. Nauczyciel podszedł do leżącej, pochylił się i wziął ją za rękę. Mario, wstań. Jesteś wolna...

Na całe życie

Ten głos poprowadzi ją dalej przez życie, kiedy dołączy do grona Jego uczniów, wraz z Marią, matką Jakuba, Joanną i innymi. Tego głosu będzie słuchać jeszcze wielokrotnie, chłonąc Jego naukę o Królestwie Bożym i o miłości Boga do wszystkich ludzi, również tych pogardzanych i odtrącanych przez świat. Ten głos przepełniony bólem przeszyje jej własne serce, gdy będzie patrzeć, jak Mesjasz Jezus umiera na krzyżu, a jednocześnie przebacza swym oprawcom.

I ten sam głos wezwie ją ponownie po imieniu, gdy siedząc zapłakana przy Jego pustym grobie, usłyszy wezwanie: Mario! Idź do moich braci. Ty pierwsza oznajmij im, że Mnie widziałaś. Ja żyję... I kiedy nawet usłyszy Go ostatni raz na Górze Oliwnej, skąd Jezus odejdzie do Ojca, będzie wiedziała, że odtąd zawsze będzie Go słyszeć w swoim sercu dzięki Pocieszycielowi, Duchowi dobra, pokoju i miłości. To On już na zawsze zastąpi demony w jej duszy. Niegdyś opętana, zniewolona Maria z Magdali będzie głosić światu Dobrą Nowinę o wolności i przebaczeniu w Zbawicielu – Jezusie Chrystusie z Nazaretu.

„Następnie wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów, Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych...” (Ewangelia wg św. Łukasza 8,1-2)

Małgorzata Chałupnik

Film Maria Magdalena