Obietnica

Był piękny letni dzień, wprost wymarzony na tak ważną uroczystość. Siedziałam i z przyjemnością  słuchałam,  jak młodzi, zakochani w sobie ludzie powtarzali słowa przysięgi. ,,I ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że Cię nie opuszczę aż do śmierci.”
Pomyślałam: „ Jak potężna obietnica! I nie mniej potężna nadzieja.” Nadzieja na miłość silniejszą niż wszystko! Nadzieja, że właśnie rozpoczyna się najpiękniejszy rozdział ich życia. Wspólna podróż we dwoje.

Ale gdyby tak głębiej się nad tym zastanowić, to obietnica, którą sobie właśnie nawzajem złożyli jest niezwykle wymagająca. Czy we współczesnym świecie ktokolwiek jeszcze bierze ją na poważnie?

Przecież ta podróż we dwoje obfituje w przeróżne etapy. Zalane słońcem wzgórza radości, ale także ponure doliny smutku i złości. Okresy, gdy uskrzydlamy się nawzajem i takie, gdy niszczymy się bólem wzajemnego niezrozumienia. Są chwile niepewności i lęku, kiedy grunt usuwa się nam spod nóg oraz pełne szczęścia, które pragniemy zatrzymać na zawsze. Różne wybory dróg i ich konsekwencje.

Pomyślałam: „Czy wystarczy im sił i miłości, by przejść przez to razem?”

Mówi się, że miłość to potęga. Ale dość szybko odkryłam w mojej własnej małżeńskiej podróży, że aby przetrwać burze i zawieruchy życiowe, trzeba się tej miłości uczyć i w niej rozwijać. Nikt z nas nie rodzi się dojrzałym w tej dziedzinie. Za to w podróż we dwoje zabieramy dwa światy, które często bardzo się różnią. A nawet po pewnym czasie można dojść do wniosku, że nie da się ich po prostu połączyć.

Nasze światy różniły się ogromnie.

Tak często nasze rozmowy na początku małżeństwa kończyły się moim płaczem i zdziwieniem w głosie męża, gdy mówił:,, Ale ja naprawdę nie miałem zamiaru zranić cię tym, co powiedziałem.” Moje zamiłowanie do stałości oraz potrzeba bezpieczeństwa kompletnie nie zgadzały się z umiłowaniem ryzyka przez mojego męża i podchodzeniem do życia jak do przygody. Nasze deficyty z przeszłości boleśnie dawały się nam we znaki. Nawet sami nie znaliśmy do końca tych dwóch światów. Dopiero je odkrywaliśmy.

Przekonaliśmy się wówczas, że warto rozstrzygnąć już na początku związku, czym tak naprawdę jest dla nas miłość. Czy tylko uczuciem, które z czasem straci na sile, bo zdławią je nieporozumienia? Czy jest wyborem i postawą, na którą mamy wpływ?

To nie uroczyste okoliczności, w których wypowiadana jest przysięga uczynią ją możliwą do wypełnienia. To nie nadzieja i dobra wola dadzą siłę do wytrwania w obietnicy, gdy przyjdzie czas rozczarowań i strat. Często to właśnie on jest prawdziwym testem dla miłości.

My przeszliśmy taką próbę kilka lat temu. Była to choroba wnosząca wysoki stopień zagrożenia mojego życia i niepewność, co dalej. Leczenie zabierające atrybuty kobiecości. Burza hormonów i emocji. To wszystko wystawiło nasz związek, tak jak i innych pacjentek, na poważną próbę. Wiele z nich zostało opuszczonych przez partnera. Było mi trudno słuchać zwierzeń tych kobiet w tak dramatycznej dla nich sytuacji.

Jednak nasza miłość nie tylko przetrwała ten czas próby, ale pogłębiła się i otrzymała nowy wymiar. Na nowo zakochałam się w moim mężu, który nauczył się być wrażliwym wojownikiem i wspierać mnie swoją siłą. Możliwość utraty siebie nawzajem nauczyła nas doceniać codzienność i drobne, niepozorne, zwykłe chwile. Przewartościowaliśmy swój świat. Oboje zmuszeni byliśmy wyjść poza swoje naturalne ograniczenia. Odkryliśmy, że jest to możliwe dzięki uczeniu się miłości od Tego, który o niej i o nas wie wszystko. Tego, który z miłości do nas nie wahał się poświęcić swojej pozycji, przywilejów, a nawet życia. Gdy zdecydowaliśmy się swoją wartość i siłę czerpać z tego Źródła odkryliśmy, że gorsze dni, tygodnie czy miesiące nie muszą oznaczać końca związku. Że kłótnie, oddalenie i samotność są często tylko wołaniem o dostrzeżenie tego, co boleśnie niezauważane. Że mój świat nie jest mniej lub bardziej wartościowy niż jego. A obietnica, którą składaliśmy sobie nawzajem, tak naprawdę była pragnieniem i prośbą do Pana Boga o poznanie Jego miłości i otwarciem się na to, aby ją w nas rozwijał. Miłości, która jest między innymi cierpliwa i łaskawa, jak mówi piękny hymn z 1 Listu do Koryntian. Miłości, która nigdy nie ustaje!

Do takiej miłości dążymy i takiej się uczymy dzień po dniu. Mam nadzieję, że moje dzieci, gdy przyjdzie czas na ich związki z wybranymi przez siebie osobami, wejdą w nie gotowe na tę naukę, widząc naszą miłość i oddanie. Teraz moja miłość do męża jest inna niż na początku. Myślę, że jest bogatsza i silniejsza. Jesteśmy już też innymi ludźmi. To nie znaczy, że spory między nami są mniej burzliwe. Znamy swoje słabości i silne strony. Ale chyba nauczyliśmy się być bardziej wyrozumiali i wrażliwi na swoje potrzeby. Już nie toczymy wojen o drobiazgi. Chyba zrobił się z nas zgrany zespół, bo daliśmy sobie szansę na naukę miłości i wierności u samego jej Źródła, dzięki bliskiej relacji z Panem Bogiem i wspólnym poznawaniu Go. Cieszę się, że możemy pogłębiać naszą więź, że z każdym doświadczeniem jesteśmy sobie coraz bardziej oddani.

Niedawno obchodziliśmy 28 rocznicę naszego ślubu. Oto słowa odnowionej przysięgi, które napisałam dla mojego męża:

„Każdego dnia będę się starać wspierać naszą miłość poprzez szacunek, otwartość i życzliwość. Patrzeć na to, co robisz, z perspektywy dobrych intencji, a nie braku zaufania. 
Każdego dnia postaram się być czujna i wspierać to, co nas zbliża do siebie i Źródła miłości.

Nie pozwolę, aby złość i gniewne myśli zakorzeniały się w moim umyśle. Jak najszybciej będę dążyć do pojednania, nawet jeśli Ty nie będziesz jeszcze na to gotowy.
Każdego dnia całą naszą relację będę powierzać w ręce Pana Boga, który jest Miłością.

To moja obietnica dla Ciebie.

Kasia